Podkreślenie piękna i ukrycie niedoskonałości. 
Moda w stylu Slow Fashion od Justyny Sumis Kwaśny z marki nun.mi.

Jestem Slow: Justyna, jaka jest Twoja historia z modą?

Justyna Sumis Kwaśny: Od najmłodszych lat moda była mi bardzo bliska. Moja babcia była krawcową całe swoje życie i szyła nam ubrania. Mama również, a do tego ma talent artystyczny do malowania – robi to tylko dla siebie i najbliższych. Wychowywałam się w warunkach i czasach, że nie można było wszystkiego kupić, więc babcia z mamą zawsze coś wymyślały w kwestii ubrań. To też miało wpływ na moje dalsze kroki, w tym wybór kierunku na studiach na Politechnice Łódzkiej. Tam wnikliwie poznałam zasady konstrukcji i projektowania oraz do czego może się przydać w życiu materiałoznawstwo. Przez całe studia jak i po szyłam sobie sama ubrania, czasami też młodszej siostrze i koleżankom. 

Po jednym babskim spotkaniu postanowiłam zaryzykować i pokazać się światu jako nun.mi. Postanowiłam zainteresować kobiety swoimi projektami i pomysłem na dzisiejszą modę w nurcie slow fashion. 

Chcę podkreślić nasze piękno i ukryć pewne rzeczy, a ubranie ma mieć minimum dwa zastosowania w stylizacji. Moje projekty zawsze mają inspirację czymś więcej niż tzw. ‘must have’. 

Ostatnie kolekcje oparte były na wielokulturowości Nowego Jorku oraz kulturą Japonii. 

Zaletą moich propozycji są solidna i przemyślana konstrukcja, dbanie o szczegóły i wykończenie. 
Ma to dla mnie ogromne znaczenie i sama wyszukuje dodatki lub zamawiam według mojego projektu i dobieram oraz sprawdzam co wyjdzie spod igły. Przykładem są zapinki które mam od samego początku, które czynią cuda przy stylizacjach.

JS: Czym jest dla Ciebie slow fashion?

JSK: Jest to bliska memu serca idea. Na początku nie mogłam tego sprecyzować, dopóki nie pojechałam na kilka targów dla polskich projektantów, co ugruntowało moją filozofię w tym zakresie. Moje ubrania, jak wcześniej mówiłam mają być funkcjonalne i można je nosić na wiele sposobów: zwykłą bluzkę można nosić zamiennie przód-tył, narzutki/trencze jednym ruchem stają się bolerkiem, krótkim wdziankiem. 

Dodatkowo bardzo ważne są też dla mnie materiały i ich jakość dla moich projektów. To jest dla mnie najtrudniejsze zadanie, które czasami zajmuje kilka dni poszukiwań. Muszą być wysokiej jakości i mieć ciekawe i niezwykłe wzory. Stawiam na polskich producentów, jeżeli jednak nie mogą oni spełnić moich wymagań, materiały sprowadzam z innych krajów: z Włochy czy z Francji. Dla mnie slow fashion to zgoda z maksymą #KupujLepszeUbrania - wykorzystuje je w maksymalny sposób, aby w szafie była jednak odpowiedź co mam dziś na siebie włożyć

JS: Skąd czerpiesz inspiracje?

JSK: To jest ciekawe pytanie, ponieważ każdego dnia mam pomysł za pomysłem, jednak muszę to później porządkować. Trzeba znaleźć odpowiedni materiał – lubię je dotykać, formować, następnie stworzyć konstrukcję. Następnie ktoś to musi uszyć, a czasami efekt jest inny od zamierzonego. Staram się przyglądać w wolnej chwili modzie ulicznej - odwiedzam wystawy w muzeach i galeriach sztuki - najczęściej tej użytkowej. Nie interesuje mnie powielanie, odszywanie i dążenie do tworzenia tylko tego co jest modne – ja stawiam na indywidualizm. Przykładem może być pierwsza kolekcja Angel Wings – malowane motywy autorskich skrzydeł przez moją mamę. 

Projekty miały być na jeden sezon bo znalazły się osoby które się nimi zainspirowały ... Klientki jednak tak je pokochały i formę ich wykonania że są one dla mnie wizytówką i mam je cały czas dla nich. Od tego czasu minęły już 4 lata, ale czasami jeszcze słyszę, że jestem Panią od skrzydeł.

Co do ostatniej kolekcji to powstała ona po pobycie w niezwykłym dla mnie miejscu w Centrum Japońskich Sportów i Sztuk Walki ‘ Dojo’ w Starej Wsi. Zabrał mnie tam i dzieci mój mąż, który w młodości trenował karate i chce naszym dzieciom zaszczepić zasady Budo. Opierają się one na ogólnym szacunku, dążeniu do doskonałości ciała i umysłu oraz etykieta zachowania się w Dojo. 

Chcemy by nasze dzieci mogły przenieść je do codziennego życia. Znalazłam tam kolejną drogę i inspirację w kulturze japońskiej – architektura, malarstwo i obecna asymetria oraz tradycyjny ubiór. Zachwyciła mnie wizytówka Japonii czyli kimono czy yukata - chciałam przełożyć to na codzienną modę. W Dojo również odbyła się sesja zdjęciowa, która trwała 2 dni z 3h snem – było zmęczenie ale efekty przerosły oczekiwania.

JS: Gdzie chciałabyś być za 10 lat?

JSK: Aż tak daleko nie wybiegam, ponieważ mam głowę pełną pomysłów i nowych dróg. Na ten moment liczy się dla mnie codzienne życie i czerpanie przyjemności z każdej chwili. 
Na pewno chciałabym nadal rozwijać swoje pasje i pomysły, robić to co kocham i nie mieć ograniczeń. 
A po cichu może jakiś pokaz w Mediolanie, Paryżu lub Nowym Jorku i może własny butik, zobaczymy.

SF: Twój ulubiony polski i zagraniczny projektant

JSK: Uwielbiam Isabel Marant za jej elegancję i bezpretensjonalność. Z polskich projektantów najbliżej memu sercu są Kalina Paroll i Jerzy Antkowiak. Jerzego miałam okazję poznać osobiście – dotknąć jego projektów, tkanin oraz porozmawiać i poznać jego trwającą przygodę z modą. Rysunki, szkice i jego podejście to jest coś czego nie zapomnę i jestem wdzięczna, że miałam okazję spotkania.

Szukasz ubrań od marki Nun-mi? Sprawdź, co dla Ciebie mamy. 

Więcej inspiracji i porad? Zajrzyj do magazynu Jestem Slow.

Otrzymaj 20 PLN zniżki
na Twoje kolejne zamówienie

Zapisz się do newslettera Jestem Slow. Nie przegap informacji o markach i najnowszych trendach w modzie Slow.

Polityka prywatności